Historia Misji ARTEMIS 2

"To nie jest zwykły lot – to powrót ludzkości w głęboki kosmos po ponad półwieczu ciszy. Wyobraź sobie Florydę, rok 2026..."



Źródło: Interameryka.com - Miami, Floryda


Na platformie startowej 39B, tej samej, z której kiedyś ruszali zdobywcy Księżyca z programu Apollo, pręży się potężna rakieta SLS. Na jej szczycie spoczywa kapsuła Orion, a w niej czworo ludzi: dowódca Reid Wiseman, pilot Victor Glover oraz specjaliści misji Christina Hammock Koch i Jeremy Hansen.
To oni staną się pierwszymi ludźmi w XXI wieku, którzy opuszczą niską orbitę okołoziemską. Opowieść o misji Artemis 2 zaczyna się od potężnego ryku silników, który wyrzuca załogę w stronę gwiazd.
Przez pierwsze 24 godziny astronauci nie odlatują jednak daleko. Zostają na wydłużonej orbicie wokół Ziemi, aby dokładnie sprawdzić, czy wszystkie systemy podtrzymywania życia w Orionie działają bez zarzutu.
To krytyczny moment – testują ręczne, sterowanie kapsułą, upewniając się, że w razie awarii komputerów będą w stanie sami nawigować w pustce. Gdy zapada decyzja „go”, Orion odpala swój silnik i rusza w trwającą kilka dni podróż ku Księżycowi.
Z każdym kilometrem Ziemia w oknie staje się mniejsza, aż przypomina tylko błękitny marmur zawieszony w aksamitnej czerni. W przeciwieństwie do późniejszych misji, Artemis 2 nie wyląduje na powierzchni Srebrnego Globu.
Załoga wykona precyzyjną pętlę wokół niego, przelatując nad jego niewidoczną z Ziemi stroną. Znajdą się tam dalej od domu niż jakikolwiek człowiek w historii, zdani tylko na mechanikę nieba i wytrzymałość swojej maszyny.
Podczas tego przelotu astronauci będą mogli spojrzeć z bliska na kratery, które dotąd znali tylko ze zdjęć, testując jednocześnie, jak promieniowanie kosmiczne i głęboka próżnia wpływają na ludzki organizm i elektronikę.
To fundament pod budowę stałej bazy na południowym biegunie Księżyca, którą planują kolejne misje. Finał tej historii to dramatyczny powrót. Kapsuła Orion uderzy w ziemską atmosferę z prędkością niemal 40 tysięcy kilometrów na godzinę.
Osłona termiczna rozgrzeje się do niewyobrażalnych temperatur, tworząc wokół statku kulę ognia, aż w końcu nad Oceanem Spokojnym rozwiną się potężne spadochrony.
Gdy Orion plusknie do wody u wybrzeży Kalifornii, nie będzie to tylko koniec dziesięciodniowej misji, ale dowód na to, że drzwi do dalszej eksploracji Marsa i całego Układu Słonecznego zostały ponownie otwarte.



Źródło: spidersweb.pl, immediate.co.uk


O projekcie - European Space Agency
O projekcie - okiem NASA.


Dziękuję za uwagę ❤ (Cleo).